4 dni później- 2 lipca
-Ulkaaaaaaaaaaa! -wydarły się basy z kuchni
-Czego?
-Na dól, w trybie now! - krzyczał głosem bynajmniej wściekłego menela.
-Idę..
Zbiegłam tak szybko jak się dało. Zaczynam sądzić że ten człowiek ma problemy psychiczne.
-No, czego chcesz?!
-Słuchaj Mała, sprawa jest... - już zaczął coś kombinować.
-Ekhem?!
-Sorki, Młoda..
-No teraz dobrze, kontynuuj
-Dzisiaj będzie u nas imprezka z okazji rozpoczęcia sezonu. - uśmiechnął się wyszczerzając zęby.
-Aha, i pewnie ja mam wszystko zorganizować?!
-I tu się mylisz. Uprzedzam cię że po 24 może tyć głośno i bardzo radośnie.
-Okej, ale ja do domu odwozić nie będę. A i nikt nie ma prawa spać w moim pokoju.
-Nie mogę niczego obiecać. -uśmiechnął się i poszedł na podwórko umyć samochód.
***
-Grzesiek, otwórz!- wydarłam się na pól domu. Pierwszymi gośćmi byli Krzysiek, Piotrek, Zbyszek i Lotman. Nie wiem po kiego ten ostatni, ale ja się nie czepiałam. Skoro Rzeszów był w komplecie następnie zjawił się Bełchatów (Wlazły, Winiarski, Bąkiewicz, Zatorski), Kędzierzyn (Zagumny, Możdżonek), Kubiak i Kurek. Reszta chłopców nie mogła przyjechać. Ale 12 chłopów i jedna dziewczyna to wystarczająco jak na jedno mieszkanie. Około 22 impreza rozkręciła się na maxa, a może nawet na więcej. Cała hołota tańczyła, śpiewała. A ja nabijałam kilometry robiąc kurs kuchnia-salon, salon-kuchnia. Zmęczona tym bieganiem wyszłam na podwórko, usiadłam na schody i zaczerpnęłam w płuca świeże powietrze. Ale długo nie nabyłam się samotnością. Zaraz przyszedł do mnie mocno upity Zatorski. Usiadł tuż obok, objął ramieniem i zaczął gładzić po kolanie. Dla mnie to była bynajmniej niezręczna sytuacja.
-Hej, a co ty tu taka sama siedzisz?- zapytał.
-Bo lubię. Od tych waszych śpiewów już głowa boli.
-To chodź pójdziemy do domu, do pokoju na górę.
-Pójdziemy?!
-Tak. Razem.
-Ej, ej, ej. Stopuj kolego. Nie ma razem. Jesteś nawalony w trupa. Ledwo co chodzisz. Jak będziesz trzeźwy to pogadamy...
-No nie bądź tak...
-Jestem. A teraz przepraszam bardzo ale idę do reszty chłopaków.
Weszłam do środka, a on za mną. Nagle przybiegł (a raczej ledwo stojąc przyszedł) do mnie Igła, chwycił za rękę i zaciągnął do salonu.
- Houston, mamy problem
_________________________________________________________________________________
Słabo coś komentujecie. Postanowiłam że będę częściej dodawać rozdziały. Na waszą korzyść. :D
Pozdrowionka :)