środa, 27 lutego 2013
Rozdział 3
-Teraz składam moje kości, wcześniej spałem.- Zator chwycił się za rękę. Troszeczkę mu spuchła.
-Do której siedzieliście, że usnąłeś się u mnie?-spytałam
-Hm.. tak koło 3 nad ranem.
-No, barwo! Lecę na dół, po Altacet. -krzyknęłam schodząc po schodach. Nagle usłyszałam donośne sapanie za mną. Szybkim ruchem obróciłam się na pięcie i ujrzałam przed sobą
Grześka ledwo stojącego na nogach.
-Co to za jakieś krzyki?- zapytał zaspanym głosem.
-Zdeptałam naszego lokatora.- odpowiedziałam wyjmując maść z lodówki.
-Ale moglibyście być ciszej.- dorzucił. Nie słuchałam go, bo musiałam znów udać się na górę.
Wbiegłam zdyszana. Posmarowałam mu rękę, a następnie udaliśmy się na dół, do kuchni.
-Gdybym wiedział że tak mnie obudzisz, położył bym się do ciebie na łóżko.- Paweł zaczął rozmowę.
-A tylko byś spróbował! -nie wyobrażałam sobie jak by to wyglądało. Dalsze 1.30 spędziliśmy na rozmawianiu o sporcie oraz o życiu. Zaparzyłam kawę i zrobiłam kanapki.
Dzięki temu łatwiej się rozmawiało. Wyciągnęłam od niego takie informacje jak: że rozstał się ze swoją dziewczyną, planuje zmianę klubu.
W końcu w jadalni pojawił się również Grzesiek. Zjadł swój przydział, a później poszedł na trening. Paweł wyszedł godzinę później, bo miał załatwić jakieś sprawy związanie z pracą.
Domyślałam się że chodzi o grę w Resovii. "To teraz Igła będzie miał konkurencję" stwierdziłam w myślach. Nagle moje rozmyślanie przerwał dzwonek do drzwi.
Gościem była Iwona z Sebastianem i Dominiką. Spytała czy mogłabym się zaopiekować dziećmi dopóki Krzysiek nie wróci z treningu. Oczywiście się zgodziłam.
Wiele radości przyniosło mi ich zabawianie. Sebek to identyczny Igła, zaś Dominika była bardzo podobna do Iwony. Minęły 3 godziny kiedy zjawił się Igła z Kosą.
Po cichu przyglądali się mnie i dzieciom. Nawet nie usłyszałam jak weszli. Ale Krzysztof nie wytrzymał i wybuchną śmiechem.
-Podglądaliście nas? -spytałam zbierając zabawki.
-Może tak, może nie.. -Kosa zawsze wiedział co odpowiedzieć. Strzeliłam minę a'la foch. Ignaczak jak zwykle wypowiedział 100 słów zanim wyszedł, ale to właśnie w nim lubię.
Weszłam do kuchni wiedząc że zaraz padną pytania "gdzie obiad". Ale ku moim nie było ich. A nawet zobaczyłam, że kochany braciszek zrobił zakupy i coś próbuje przyrządzić.
-Ekhem... Chcesz zrobić obiad czy nas pozatruwać?- spytałam, wiedząc że nie ma on talentu kulinarnego.
-Ha, ha, ha bardzo śmieszne.-odpowiedział sięgając po nóż kuchenny.- Właśnie robię jajecznicę, wiec nie przeszkadzaj bo nie dostaniesz.
-Dobra, daj pomogę Ci. Bo mrocznie to widzę.- zabrałam się za krojenie cebuli, kiedy on rozbijał jajka. Końcowy efekt był zjadliwy i nawet smaczny, co w przypadku naszego wspólnego gotowania rzadko się udaje.
-Młoda, mam dla ciebie pracę.- powiedział Grzesiek kończąc danie.
-O, jaką?-zapytałam zaciekawiona. Bałam się jego pomysłów.
-Bo od czerwca jest nowy przepis. W składzie kadrowym mają być przynajmniej 2 kobiety. Więc od razu pomyślałem o tobie. Przecież grałaś w szkolnej drużynie i dobrze Ci to wychodziło. - powiedział przemierzając mnie wzrokiem.
-Poebało???- byłam zszokowana tym co mówi.- Jak ty sobie to wyobrażasz?! Ja i na przykład Możdżonek lub Bartman na jednym boisku?! Przecież to niedorzeczne.
-Rozmawiałem już z Anastasim. Musi tylko zobaczyć czy dasz radę grać z nami, i tyle.- zawsze umiał logicznie i z sensem odpowiedzieć na wszystko.
-Nie wiem, muszę się jeszcze nad tym zastanowić. Takie propozycji nie dostaje się codziennie.- wstałam od stołu i udałam się w kierunku schodów prowadzących na piętro.
-Okej, to pomyśl i daj znać.- usłyszałam już z dołu. Udałam się pod prysznic a następnie usiadłam na kanapie oglądając powtórki meczów.
"I pomyśleć że ja niby bym miała tam grac, i to z nimi"
_____________________________________________
Doszłam do wniosku że będę dodawać nowy rozdział co
2 tygodnie.
Dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze.
Pozdro. ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
TYLKO NIE CO DWA TYGODNIE! PROSZĘ CIĘ! ;)
OdpowiedzUsuńRozdział fajny, pozdrawiam :)
szkoła :/
Usuń